Rok temu usłyszałam diagnozę i się rozpadłam rak piersi, guz 5,3 cm, przerzuty do węzłów – a ja go nawet nie wyczuwałam. Zrobili operację. Niby było ok. Dostałam 12 białych chemii.Ledwo żyłam. Od początu po usunięciu guza byłam opuchnięta.Rana mi się długo nie goiła i paprała. Co tydzień jeździłam na odciąganie chłonki. Po pół roku było w końcu spokojnie. Ale teraz minął rok od operacji, a ja dalej mam obrzęk limfatyczny, doszedł do tego ból taki sam jak po operacji, który nie mija. Siadło mi też na moje myślenie bo mam poczucie, że moje ciało już nigdy nie będzie moje i takie same. Co gorsza jak jeżdżę na kontrolę to lekarz dalej obstawia swoje że tak u mnie wygląda proces leczenia. Jakoś mimo braku sił nie chce mi się w to wierzyć. Tym bardziej, że po roku, jest nawrót bólu,obrzęku, choć piersi i węzły czyste.Gdzie szukać pomocy, jak lekarz ma takie podejście?, a ja czuję, że to nie jest ok. Czy ktoś z Was wie, jak walczyć z tą bezsilnością i tymi lekarzami co wolą się nie napracować zamiast pomóc?